Wrzesień 1939r. w Supraślu

Dodana: 1 września 2017
Zmodyfikowana: 1 września 2017

5723 20.09.19391 września 1939 r. Niemcy napadły na Polskę, rozpoczynając tym samym najkrwawszy konflikt w dziejach ludzkości. Supraśl leżał na uboczu głównych szlaków komunikacyjnych, lecz nie uchroniło go to przed skutkami działań frontowych. W siedemdziesiątą ósmą rocznicę wybuchu II wojny światowej przybliżamy losy naszego miasta podczas tamtych tragicznych, wrześniowych dni.

5726 Henryk Włodarczyk w stalagu

5727

20.09.1939

Latem 1939 r. powszechnie zdawano sobie sprawę, że wojna z Niemcami jest nieunikniona. Przystąpiono zatem do pośpiesznych przygotowań w celu wzmocnienia obrony. 30 sierpnia 1939 r.  została ogłoszona mobilizacja. Wielu młodych mieszkańców naszego miasteczka poszło do wojska, wierząc, że zdołają odeprzeć szturm wroga. „Na rynku [w Białymstoku] był już porucznik Marecki, kapitan Morozowicz, którego powołali do Sokółki, przyszli i inni – wspominał po latach Włodzimierz Kuryłowicz – Z Supraślaków byli jeszcze Szymiel, Berendt, Szeremietiew, Antek Rynkiewicz i Lonek Walicki, ten był ze mną przy cekaemie. (…) Umundurowali nas i na drugi dzień przysięga.” Nikt jednak nie spodziewał się, że wojna zacznie się tak szybko.

          W piątkowy poranek 1 września oddziały niemieckie przekroczyły granicę z Polską. O 5.30 zawyły syreny fabryki Cytrona, ogłaszając pierwszy alarm przeciwlotniczy. Dzieci, które przybyły tego dnia do szkoły, by rozpocząć nowy rok swej nauki w supraskiej placówce, usłyszały, że mają powrócić do domów. W mieście powołano do życia Komitet Obrony Narodowej. Ponieważ wśród mieszkańców była spora grupa Niemców, zarządzono ich tymczasowe internowanie. Po kilku dniach zostali jednak zwolnieni z aresztu. Harcerze przystąpili tymczasem do kopania rowów przeciwlotniczych, by zapewnić ludności możliwość schronienia się w razie nalotów Luftwaffe. Pomimo obaw o los swój i najbliższych w Supraślu panował porządek i nie zanotowano objawów paniki.

         Sytuacja zmieniła się w drugim tygodniu września, gdy dotarły pierwsze, poobijane grupy polskich żołnierzy. Przez wiele dni supraskimi drogami ciągnęły na wschód długie tabory wojskowe. Wraz z nimi miasto opuściła część cywilów. 14 września komendant Obrony Cywilnej Miasta zarządził bowiem ewakuację młodzieży przedpoborowej, nakazując jej zgrupowanie się w Wołkowysku. Spośród pozostałych osób które odeszły z Supraśla, najsmutniejszy los spotkał trzech wozaków: Jana Leszczyńskiego, Czesława Kulikowskiego i Aleksandra Wołowicza. Wszelki słuch po nich zaginął gdy dotarli w okolice Skidla. Najprawdopodobniej zostali tam zamordowani przez lokalne komunistyczne bojówki.

         15 września Białystok został zdobyty przez żołnierzy Wermachtu z Brygady Fortecznej „Lötzen”. Prawdopodobnie pododdział tej jednostki tego samego dnia wkroczył do Supraśla. Z racji na peryferyjne położenie miasteczka Niemcy nie zaprzątali sobie głowy jego okupacją. Ulokowali jedynie w Pałacu Buchhotza swoją komendanturę wojenną i podążyli dalej na wschód. Jedyną ich troską było zabezpieczenie urządzeń fabrycznych w tutejszych zakładach przemysłowych. Zdawali sobie bowiem sprawę, że nie zagrzeją tu dłużej miejsca.

       W niedzielę 17 września na Polskę uderzyła Armia Czerwona. Związek Sowiecki złamał pakt o nieagresji, motywując to rzekomą ochroną ludności białoruskiej i ukraińskiej przed działaniami wojennymi. Jak na zawołanie uaktywniły się komunistyczne bandy, przyznające sobie samowolny tytuł „czerwonej milicji”. Jedna z takich grup wypędziła urzędników  z supraskiego magistratu. Druga, złożona z członków Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi z Surażkowa, 22 września rozbiła orła i płytę na pomniku upamiętniającym poległych w wojnie polsko-bolszewickiej mieszkańców miasteczka.  Zerwali oni także godło państwowe z budynku posterunku policji, po czym demonstracyjnie podeptali. Na wieść o zbliżaniu czerwonoarmistów ustawili też bramę powitalną na ul. Białostockiej. Rosjanie jednak długo zwlekali z pojawieniem się na supraskim gościńcu, a gdy już się na to zdecydowali, to okazało się, że pierwszy ich oddział wkroczył 25 września od strony Krynek, a nie Białegostoku. Karabiny na sznurkach i podarte odzienie sprawiały raczej politowanie niż strach. Co więcej ich głównym zajęciem po przybyciu na miejsce było przeczesywanie zachertowskich pól w poszukiwaniu jakiejkolwiek żywności. Potem ulokowali się w Pałacu Zacherta, gdzie urządzili sobie koszary. Władzę administracyjną nad Supraślem przejął natomiast sowiecki komisarz o nazwisku Siemierżonow.

       Pod koniec miesiąca z frontu zaczęli powracać niektórzy suprascy żołnierze. Część, jak widoczny na zdjęciu Henryk Włodarczyk, jeszcze w pierwszej połowie września została wzięta do niewoli przez Niemców. Potem trafili do rozsianych po całej III Rzeszy stalagów. Innych rozbroiła Armia Czerwona. Jednym z nich był Antoni Puciłowski, który służył w jednostce zagarniętej na Kresach Wschodnich przez Sowietów. Potem przez kilkanaście dni czekał na rozstrzygnięcie swego losu. W tym czasie NKWD odseparowywało bowiem szeregowców od oficerów. Pierwszych, w tym Puciłowskiego, po jakimś czasie wypuścili na wolność. Drugich, wśród których był m.in. Ferdynand Marecki wywieziono natomiast do obozów jenieckich w głębi ZSRR. Ich ciała znaleziono wiele lat później w masowych grobach Katynia, Charkowa i Miednoje. Równie tragiczny los spotkał też ukrywającego się w Supraślu porucznika Antoniego Tymińskiego. W Boże Narodzenie został schwytany przez enkawudzistów, naprowadzonych przez lokalnego komunistę Mikołaja Budnika. W ciągu kolejnych miesięcy nastąpiły dalsze represje, w wyniku których zginęło lub zostało zesłanych na Syberię kilkadziesiąt supraskich rodzin.

          Nad Supraślem zapanowała ciemna noc okupacji.

 

Autor: Adam Zabłocki