11 listopada obchodzimy w całym kraju symboliczną datę odrodzenia Polski. Jednak w rzeczywistości mieszkańcy Supraśla na wyzwolenie musieli czekać aż do lutego 1919 r. Oto jak do tego doszło...


    W 1914 r. wybuchła I wojna światowa. Zaborcy Polski znaleźli się we wrogich sobie obozach: Niemcy i Austro-Węgry przeciw carskiej Rosji. Początkowo Supraśl był na dalekim zapleczu frontu, z dala od wojennej zawieruchy. Dopiero w sierpniu 1915 r. wojska rosyjskie znalazły się w odwrocie i pośpiesznie opuściły Białostocczyznę. Pod wpływem agitatorów roztaczających sugestywne obrazy rzekomego bestialstwa wroga, tysiące cywilów - głównie wiary prawosławnej - również rzuciły się do panicznej ucieczki, nazwanej później bieżeństwem. Władzę nad częściowo opustoszałym Supraślem przejęli żołnierze niemieccy, którzy zakwaterowali się w budynkach klasztornych.
    Nowych okupantów najbardziej interesowała Puszcza Knyszyńska - oczywiście nie ze względu na jej walory krajobrazowe, ale na ogromne pokłady drewna, potrzebne niemieckiej gospodarce. Ludność miejscową traktowali jako tanią siłę roboczą. Zagnali więc młodych supraślan do budowy kolejki leśnej. W krótkim czasie puszczę pokryły dziesiątki kilometrów wąskich torowisk, po których rychło zaczęły śmigać wypełnione po brzegi wagoniki. Warunki życia zwykłych ludzi z roku na rok ulegały coraz większemu pogorszeniu. W dodatku w 1917 r. wybuchła epidemia dyzenterii, zbierająca straszne żniwo zwłaszcza wśród dzieci (przed wojną księża z supraskiej parafii św. Trójcy grzebali rocznie ok. 30 - 40 ludzi, a w 1917 r. aż 82).
    Już w 1914 r. z inicjatywy Józefa Piłsudskiego powstała Polska Organizacja Wojskowa. POW działała w podziemiu, gromadząc środki do przyszłej walki o niepodległość Ojczyzny. Organizacja znalazła również żywe poparcie wśród mieszkańców naszego miasta, umęczonych dziesiątkami lat represji ze strony kolejnych zaborców. Założycielami POW w Supraślu byli Stanisław Arciszewski, Antoni Bojarski i Leon Doroszkiewicz. Niemniej wobec siły okupanta na razie nie mogli wiele zdziałać, jedynie nieśmiało licząc na jakiś promyk nadziei, który posunie do przodu ideę wolności Polski.

Antoni Jarosz

                                                                                                  Antoni Jarosz


    Tymczasem zmagania na froncie przyniosły zupełnie nieoczekiwany rezultat - najpierw, w wyniku rewolucji, z wojny wycofała się Rosja, a potem klęskę na zachodzie ponieśli Niemcy i Austro - Węgrzy.  Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił więc, że przegranymi okazali się wszyscy trzej zaborcy. 11 listopada 1918 r. zakończyła się I wojna światowa, a Polska odzyskała niepodległość. Jednak po pełnego zwycięstwa było jeszcze daleko. Władza polskiego rządu rozciągała się tylko na obszarze tzw. Kongresówki (okolice Warszawy, Łodzi, Krakowa i Lwowa). Poza jego jurysdykcją pozostała m.in. Białostocczyzna, gdzie wciąż stacjonowały tysiące żołnierzy niemieckich, wyraźnie ociągających się z opuszczeniem tej ziemi. W Białymstoku zaczęły się już formować polskie oddziały samoobrony, które zajęły najważniejsze punkty miasta, ale oto 14 listopada Niemcy - dotąd sprawiający wrażenie obojętnych na to co się działo - niespodziewanie rozbroili tworzoną oddolnie biało - czerwoną milicję, a okoliczne miejscowości spacyfikowali. Wojsko polskie zostało zmuszone zatrzymać się na linii Narwi, czekając na dalszy rozwój wypadków.
    Przez kilka następnych tygodni sytuacja nie uległa zmianie, a obie strony raz za razem zasiadały do bezowocnych negocjacji. Niemcy, jako strona przegrana w wojnie, teoretycznie powinni niezwłocznie powrócić do domu, ale w rzeczywistości wciąż tkwili w miejscu, jak gdyby jeszcze nie mogli się pogodzić z zaistniałą sytuacją. Patriotycznie nastawiona młodzież masowo przekradała się Łap (stanowiących najdalej wysunięty punkt pod polską jurysdykcją) by wstąpić w szeregi polskiej armii. Tutaj przywołać należy postać syna administratora majątku Zachertów, młodego harcerza Edmunda Świerzyńskiego, który w wieku zaledwie 18 lat porzucił naukę w gimnazjum, by zasilić szeregi Legionowej Oficerskiej Szkoły Saperów. Niestety, kilka miesięcy później znalazł się we Lwowie i tam poległ w walce z oddziałami ukraińskimi. Obecnie jego imię nosi jedna z supraskich drużyn harcerskich.
    Dopiero 5 lutego 1919 r. podpisano tzw. umowę białostocką - porozumienie w sprawie wycofania się żołnierzy niemieckich z Podlasia, Litwy i Ukrainy. Dwanaście dni później do Białegostoku przybyli przedstawiciele polskich władz, na czele z komendantem miasta płk Stanisławem Dziewulskim. W Supraślu wciąż jednak było jak dotąd: Niemcy mieli już przygotowane fury, ale do wyjazdu im się nie śpieszyło.  To spokojne miejsce, wolne od trosk, jak najbardziej im odpowiadało. Wówczas do akcji wkroczył pewien miejscowy zawadiaka:
 "[Niemcy] gospodarzyli sobie do woli w zachertowskich dobrach - pisał o tym wydarzeniu Wojciech Załęski - Cóż żołnierzom trzeba było więcej: wyżerka, jakiej nawet w domach nie mieli. Humory dopisywały, jako że pędzenie okowity w tych stronach miało starożytną metrykę, a i dziewczyn był ci tu dostatek, bo sporo niemieckich rodzin zamieszkiwało Supraśl. Niemniej dopust Boży, jaki stanowili dla mieszkańców, był nader uciążliwy. (...) W Supraślu mieszkał wówczas Jarosz Antoni. Postać dość oryginalna, dziś powiedzielibyśmy awanturnik, jeśli nie chuligan. Potężnej budowy, zdawał sobie sprawę z tego, że posturą swą prezentuje argumenty nie do odparcia. Na przykład udawał się do pałacu na marmury Adeli Buchholtz, co nie każdy miał odwagę uczynić i tłumaczył jej, że w takiej to i takiej rodzinie nie mają na buty dla dziecka, a przecie jest październik i maluch marznie w nóżki. I Adela butki dawała. Dzisiaj chuligan pieniądze te wydał by na piwo, a Antek butki dziecku przynosił.
    Więc gdy młodzi supraślacy uciekali z domów i przedzierali się do formujących się w Łapach legionów, Jarosz wieczorem założył biało - czerwoną opaskę na rękaw i udał się do Prusaków. Dowódcy zaproponował:
- Jeśli do jutra spakujecie manatki i skoro świt wyniesiecie się z Supraśla, pozwolimy wam wyjść z miasta bez strat i kłopotów.
Rano Prusacy spakowali tornistry i z wielkim żalem, bo w końcu było im tu dobrze, przy wtórze łkających dziewczyn, odmaszerowali na Sokółkę, uwalniając ten kawałek Polski. Tak bez rozlewu krwi Supraśl został wyzwolony."

Adam Zabłocki

Kalendarium

 Grudzień 2018 
PnWtŚrCzPtSoN
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Sesja Rady Miasta

Newsletter

Chcesz być dobrze poinformowany? Zapisz się.